środa, 19 grudnia 2012

Na ekranie

Kilka dni temu miałam okazję obejrzeć film „7 psychopatów” i muszę Wam przyznać, że nie bawiłam się tak dobrze, jak zapewniali mnie znajomi. „7 psychopatów” to komedia kryminalna, która powstała w Wielkiej Brytanii. Reżyserią i scenariuszem zajął się Martin McDonagh. Jej światowa premiera odbyła się 7 września br., zaś w Polsce na ekranach kin zagościła niespełna trzy miesiące później – 30 listopada.


Nie jestem specjalistką w pisaniu recenzji, więc nie spodziewajcie się niczego szczególnego :) Postaram się, przybliżyć Wam tylko część fabuły (aby nie zepsuć Wam frajdy przy oglądaniu, jeśli już zdecydujecie się).


W rolę filmowego Martiego Faranana wcielił się Colin Farrell. Marty jest scenarzystą filmowym, można by powiedzieć alkoholikiem. Od jakiegoś czasu ślęczy nad nowym projektem, jednak nic nie przychodzi mu do głowy, poza tytułem – „7 psychopatów”. Jego najlepszy kumpel, Billy Bickle (Sam Rockwell) zajmuje się nietuzinkową pracą, razem z Hansem Kieslowskim (Christopher Walken) kradną psy, by oddawać je właścicielom za pieniądze. Akcja filmu nabiera znaczenia, kiedy Hansy i Biily kradną psa maniakalnego kryminalisty. Fakt ten ma także niesamowity wpływ na pisany przez Martiego scenariusz. Fabuła całego filmu toczy się dwuliniowo. 


Materiał dystrybutora
Pierwszy wątek skupia się na przedstawieniu historii porwanego psa gangstera, zaś drugi to opowieści o powstawaniu filmu Faranana. Musze przyznać, że McDonagh doskonale poradził sobie z wykorzystaniem specyfiki opowieści szkatułkowej (raczej powieści, ale w tym przypadku nie pasuje to za bardzo), czyli ukazaniu filmu w filmie. 

Skradziony Shih Tzu należy do Charliego (Woody Harrelson), który maniakalnie go uwielbia i zrobi wszystko, by odzyskać swojego czworonoga. Na ekranie pojawia się także komiczna postać, mężczyzna z króliczkiem - Zachariah (Tom Waits). Postać wykazująca pewne przejawy psychozy.

Materiał dystrybutora
Przyznaję, że mimo całkiem niezłej obsady, film mnie nie zafascynował. Kilkanaście śmiesznych żartów w całej odsłonie niczego nie zmieni.  Czułam również pewne rozczarowanie, w porównaniu do „In Bruges”, w polskim wydaniu „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” McDonagha. Film z pewnością nie należy to tych najgorszych, ale na pewno też nie zasłużył na Cezara, Oscara ani żadnego innego tego typu wyróżnienia. Do oglądania filmu po raz drugi raczej nie wrócę. Mówię raczej, bo nie wiem, co mnie jeszcze czeka. Mam świadomość tego, że są też tacy, którzy się ze mną nie zgodzą. Rzecz normalna – gusta i guściki :)

Jeśli macie trochę wolnego czasu i ochoty, obejrzycie „7 psychopatów” i podzielcie się z nami swoimi wrażeniami!
Do ‘usłyszenia’!

(eM)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz